Get Adobe Flash player
Uwaga:

Wybrane świadectwa zebrane i opracowane w latach 1977–1983 przez s. Ilonę (Eugenię Zalewską), nazaretankę. Dla zachowania autentyzmu i swoistości prezentowanych świadectw są one przytoczone w brzmieniu zgodnym z zapisem.

Stanisława Brodowska:

Świadectwo 1
Pewnego dnia moja teściowa zajęła mnie jakąś sobie wyszukaną pracą, aby mi przedłużyć godzinę 12, na którą zbieraliśmy się na modlitwę na tym cudownym miejscu i nie wytrzymałam, wyrwałam się jak ptaszę z klatki i szybko biegłam, bo już było późno, gdy przyszłam na miejsce objawień, to znaczy pod wiśnię, to już było po modlitwach i zaczęli mi opowiadać, że było widzenie i Matka Najświętsza wszystkich pobłogosławiła, a już wszyscy wracali spod wiśni, a ja zaczęłam się modlić i żal mnie ogarnął i pomyślałam – Matko Najświętsza, czy ja niegodna? Gdy ja tak się modlę, wtem wszyscy wracają i mówią: widzenie – a Władzia w zachwycie czołga się na kolanach, a Matka Najświętsza mówi: „Przyszłam do niej, bo i ona do mnie idzie”. I pobłogosławiła mnie. Radość wielka napełniła me serce.

Świadectwo 2
Siostra moja przyjechała do mnie, gdyż była w niebezpieczeństwie za okupanta i ukrywała się u mnie i nikt o tym nie wiedział i przyjechała moja Mama i było widzenie. Matka Najświętsza powiedziała: „Matko stroskana nie martw się o swoje dziecko, żadna krzywda mu się nie stanie, bo ona jest pod moją opieką. Ja też mego Syna ukrywałam…” I dalej nie pamiętam.

Świadectwo 3
Jeszcze jeden przykład. Rok 1944. Wybieramy się na Jasną Górę na 15 sierpnia. Rozmawiam z Władzią. Mieliśmy jechać na Zielone Świątki, ale straszne łapanki i boimy się. Władzia też mi odradza, że na sierpień. Jesteśmy obydwie i mała dziewczynka. Zaczynamy Anioł Pański. No i zachwyt. Mówi Pan Jezus: „Dzieci Moje, nie odkładajcie na sierpnia, bo już na sierpnia nie będziecie mogli pojechać, bo tu już nic nie będzie, ani was, ani waszych domów, tylko ta wiśnia i kapliczka. Jedźcie teraz, a Ja i Matka Moja z otwartymi rękoma na was czekamy i nie bójcie się i gdy będą łapanki, wy będziecie osłonięci, że nie będą was widzieli”. – No i pojechaliśmy. Pojechało nas 7 osób i wróciliśmy szczęśliwie.

/-/ Brodowska Stanisława


Cecylia Dutkiewicz z d. Gambrych:

Świadectwo 4
Wspomnienia z roku 1943. Będąc małą dziewczynką dowiedziałam się, że mojej koleżance, która chodziła razem z moim bratem do jednej klasy objawia się Matka Boska. Zaraz po powrocie ze szkoły pobiegłam do Władzi, która mieszkała przy ulicy Gościniec. Byłam obecna kiedy Władzia miała widzenie Matki Boskiej. Od tego pamiętnego dnia codziennie chodziłam do Władzi, gdzie odbywały się wspólne modlitwy i śpiewanie pieśni do Matki Boskiej. Pamiętam, że był to miesiąc maj, Władzia klęcząc w oknie na bardzo wąskim parapecie facjaty z wyciągniętymi rękoma do przodu w kierunku wiśni, która rosła naprzeciw jej okna. Powtarzała ona słowa, którymi przemawiała do niej Matka Boska. Były to słowa, które trafiały prosto do naszych serc, trudno było powstrzymać łzy, które same płynęły do oczu po tak pięknych, serdecznych słowach, które zachęcały do modlitwy i dobrych uczynków.
Pamiętam jak była zawieszona maleńka drewniana kapliczka z Matką Boską na wiśni. Jeżeli dobrze pamiętam, to tę kapliczkę zawiesił pan Halczyj, który chodził przez cały okres czasu, dawał nam dzieciom bardzo dobry przykład. Pamiętam dzień, kiedy do Władzi mieszkania przyszedł Ksiądz Szmit, który uczył nas religii w szkole. Podszedł do Władzi i w piętę ukłuł ją szpilką w czasie kiedy ona miała widzenie Matki Boskiej. Byłam tym przerażona kiedy ją kłuł, ale ona nawet nie drgnęła. Ksiądz krzyknął. Władka co ty robisz, a ona miała dalej wyciągnięte ręce i tak jakby nie słyszała co się działo wokół niej. Tylko powtarzała słowa które mówiła do niej Matka Boska. Trudno było uwierzyć, że taka prosta dziewczynka przemawia tak pięknie, tak wzniośle i że tak pięknie potrafi się modlić i pięknie śpiewać pieśni do Matki Boskiej.
Odbywały się też noce pokutne, chyba raz w tygodniu, na które schodziło się bardzo dużo osób, gdyż wieść rozeszła się szybko. Ja będąc 9 letnią dziewczynką byłam tylko do wieczora, na nocach pokutnych, gdyż nie mogłam zostawać ponieważ chodziłam do szkoły. Ludzie całą noc modlili się i leżeli krzyżem na podłodze.
Jednego widzenia, które miała Władzia nigdy nie zapomnę. Było to przed samym powstaniem warszawskim. Matka Boska powiedziała do Władzi, że idzie straszna klęska na cały naród, że mało ludzi zostanie i będzie wszystko zniszczone, ale wiśnia na której objawia się Matka Boska zostanie. Ludzie, którzy tu przychodzą niech się modlą, żeby prosić o przebaczenie i przetrwanie. Rzeczywiście, niedługo wybuchło powstanie warszawskie. Przypomniały mnie się słowa podyktowane Władzi przez Matkę Boską. Władzia mówiła, że jedno co możemy robić, to modlić się, gdyż Pan Jezus jest bardzo na cały lud zagniewany. U osób, które przychodziły modlić się pod wiśnię w mieszkaniach były robione ołtarzyki, przed którymi się modliliśmy. Jak sięgam pamięcią do osób, które przychodziły się modlić pod wiśnię i na widzenia, to chyba wszystkie te osoby przeżyły, tak jak było wcześniej przepowiedziane. Było też dużo osób, które nie wierzyły w to, że Władzi objawia się Matka Boska. Nawet nasz Ksiądz Szmit nie pozwalał nam chodzić, ale ja pomimo zakazu chodziłam. To było coś silniejszego od zakazu, coś mnie tam ciągnęło. Tak pięknych modlitw i wzruszających przeżyć nie da się nigdy zapomnieć. Na każdym widzeniu czułam się jakbym żyła w innym świecie. To było coś tak wzniosłego, że nie da się opisać, to trzeba było przeżyć i być tam obecnym. Ja wiele się nauczyłam w tym czasie. Do dziś pozostało mi, że trzeba pomagać chorym, biednym, potrzebującym pomocy.

Cecylia Dutkiewicz
zam. ul. Węgierska


Zofia Politowska

Świadectwo 5
Nazywam się Zofia Politowska. Mieszkam na Siekierkach, na ul. Gościniec, od dziecka, bo tu się urodziłam. Ojciec pochodził z Siekierek. Ten kawałek ziemi to po Ojcu. Miałam najmłodszych 2 synów. Rok po rok. Na początku Powstania to oni widząc co się dzieje pytali mnie: „Mamo, czy my to przeżyjemy?” – Jakby czuli. – I nie przeżyli. Przyszli Niemcy 23 sierpnia, zabrali wielu mężczyzn z Siekierek i ich też. Jeden miał 16, a drugi 17 lat. Jeszcze przed Powstaniem, na rok w 1943 r. rozeszła się wieść, że niedaleko nas pokazuje się Matka Boża dziewczynce. To myśmy tam chodzili. Było nieraz bardzo duże zgromadzenie ludzi, nie wiadomo skąd, nawet z miasta. Przychodzili, modlili się. Ci moi synowie też chodzili, a gdy przyszli, to mówili: „Mamo Frączakowa widzi Matkę Boską. – Mamo, ona klęczy na skraweczku okna i modli się i śpiewa. Myśmy Ją drapali pod podeszwy, a ona nic nie czuła. Mamo, ona widzi, bo ani się nie ruszy”. – Faktycznie widziała, bo bywało, jesteśmy, a Ona miała mieć widzenie. Chodziła po mieszkaniu, kręciła się, nareszcie buch na kolana. Kolana miała poodbijane, na to nie zważała, że ją boli, modliła się w dalszym ciągu.
Jednego razu był deszcz, a ona modli się na dworze. Ludzie pomokli, a ona nic. To pamiętam dobrze. Ciekawi byliśmy, tośmy przychodzili. Ale człowiek bał się tych Niemców. Cały majdan stał ich na podwórku. Choć mój mąż nie był sołtysem, to oni zwracali się do niego jak do sołtysa. Musiał z nimi chodzić po Siekierkach, jak czego potrzebowali. Brali go i człowiek nie wiedział po co. Przychodzili po słomę. Na migi z nim rozmawiali. Już po wojnie, to nieraz widziało się ludzi jak od przystanku, na kolanach szli do Kapliczki.

/-/ Politowska
Własnoręczny podpis

Świadectwo 6
Nazywam się Wanda Politowska. Mieszkam na ulicy Gościniec. Przechodząc, jak wypędzałam krowy, zobaczyłam Władzię klęczącą przy rogu domu pod rynną. Deszcz padał i modliła się i patrzyła na wiśnię. Ręce miała złożone. A później sąsiadki mówiły, że dotykały ją, to była taka drętwa. Przypuszczam, że miała 12 lat. Jej brat Tadek, był w wieku mojego syna. Często słychać było jak Władzia nawoływała brata do modlitwy, bo to blisko było pod 6. Ja przeszłam i poszłam dalej, bo musiałam zapędzić krowy. Dopiero później rozmawiałam z sąsiadkami. To było w początkach tych objawień. Jedni wierzyli, inni nie wierzyli. Ja sama różnie myślałam, ale sąsiadki co były blisko, to wierzyły. To było podczas okupacji, to bałam się ja i inni jak ludzie się zgromadzali, że Niemcom się to nie podoba. To pole i ten dom to naszego dziadka, to często słyszeliśmy śpiew i zgromadzenie. Co do tego gęsiora to nie wierzyłam i mój mąż też nie, chociaż był bardzo pobożny. Twierdził, że gęsior widzi swoje odbicie w szklanych drzwiach. Jestem po wylewie, więc trudno mi pisać.


/-/ Wanda Politowska
podpis własnoręczny


Halczyj Bazyli
Warszawa, 6.VI.1982 r.

Świadectwo 7

Oświadczenie

Okres Objawień na Siekierkach. rok 1943 i dalsze kilka lat. Mieszkałem przy ul. Polskiej. Objawienie mnie interesowało i do miejsca objawień dochodziłem wiele razy, ale tylko raz i to dobrze pamiętam, jak mała Władzia p. Fronczaków klęczała pod wiśnią z rękoma wyciągniętymi jak dziecko do Matki ręce wyciąga i z ust Jej płynęła modlitwa bardzo wzniosła, taka bezpośrednia, pełna dziecięcej prostoty i ufności i doszedłem do wniosku obserwując małą Władzię, że ona naprawdę widzi Matkę Bożą z którą bezpośrednio rozmawia. Postanowiłem, żeby na tej wiśni objawień zawiesić kapliczkę, ale z tymi zamiarami z nikim się nie dzieliłem. Kapliczkę kupiłem na Nowym Świecie za ul. Rutkowskiego po stronie nieparzystej i miałem już w domu i nikt o tym nie wiedział i byłem zaskoczony, gdy mała Władzia z kilkoma osobami przyszła do mnie po kapliczkę, bo jej tak powiedziała Matka Boża. Ludzie pod wiśnią i w domu Frączaków modlili się i śpiewali przeważnie pieśni do Matki Bożej. Można było odczuć, że ludzie to objawienie uważają za wielki znak, że Matka Boża opiekuje się Warszawą i Polską w tych dniach grozy i piekle okupacji. Ja osobiście nabierałem przekonania o prawdziwości objawień. Z biegiem czasu, gdy nasze modlitwy i nasze intencje wspólnie zanoszone Matka Boża stopniowo realizowała i realizuje.
(Moje osobiste intencje były, żeby się zainteresował tym miejscem objawień, który z zakonów w Polsce. Bo były tu duże trudności ze strony księży, brak zainteresowania tym miejscem. Matka Boża zrealizowała nasze prośby i nasze pragnienie.)

Halczyj Bazyli
ul. Polska
00-703 Warszawa
podpis własnoręczny


Malinowska Zofia:

Świadectwo 8
Siekierki to nazwa warszawskiej dzielnicy położonej na lewym brzegu Wisły. W tej to dzielnicy zamieszkiwała kilkunastoletnia, dziewczynka imieniem Władzia. Mieszkała ona wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w bardzo ubogim mieszkaniu, na poddaszu. Były to lata straszne i pełne grozy, podczas hitlerowskiej okupacji. Mieszkańcy tej dzielnicy – podobnie jak i w innych dzielnicach Warszawy przystrajali krzyże i figurki N.P.M., aby się przy nich gromadzić na wspólną modlitwę. Władzia często była wśród nich modląc się gorąco. Ludzie tracili już nadzieję na przetrwanie tej strasznej wojny. Coraz częściej dały się słyszeć rozpaczliwe głosy: „nie ma Boga na świecie, skoro dopuszcza do tak strasznych zbrodni”, ale wśród tych udręczonych do ostateczności, byli i tacy którzy w dzień i w noc błagali Boga za pośrednictwem Bożej Matki o miłosierdzie dla świata całego. (Modlitwy w nocy nazywano nocami pokutnymi).
Jest wiosna 1943 r. cała przyroda budzi się do nowego życia, a z nią nadzieja ludzi o przetrwanie. Nastaje miesiąc maj. Maj jest miesiącem uprzywilejowanym na uproszenie łask przez modlitwę do Najświętszej Matki. Wiedzą to dobrze wszyscy, więc jeszcze goręcej zanoszą swoje prośby do Świętej Panienki. Władzia też to dobrze rozumie i nie rozstaje się z różańcem św. przesuwając w żarliwej modlitwie jego paciorki. Na pozór Władzia niczym się nie różni od swoich rówieśnic. Jest skromną, pogodną i koleżeńską dziewczynką, lecz kiedy się modli to w jej modlitwie wyczuć można tyle prostoty, powagi i całkowitego zawierzenia Matce Najświętszej, że może być wzorem (mimo swojego wieku) dla innych.
Jest 3 maj 1943 r. – w tym dniu jak błyskawica przeleciała wśród mieszkańców Siekierek wieść o objawieniu się Matki Bożej (na tle kwitnącej wiśni) w/w dziewczynce imieniem Władzia. W związku z tym wydarzeniem nastąpiła ostra wymiana poglądów na całą tę sprawę wśród mieszkańców Siekierek. Jedni wyśmiewając, wyszydzali dziewczynkę inni nie ustawali w modlitwach, a byli i tacy którzy nie mieli własnego zdania i tylko zwykła ciekawość ściągała ich do tego miejsca. Objawienia się powtarzały, a wraz z nimi mieszały się opinie ludzi.
Rówieśnicy Władzi (do których i ja należałam) zasypywali pytaniami Ks. F. Szmita (który prowadził lekcje religii w tutejszej szkole) czy to możliwe, aby Matka Boża objawiała się naszej koleżance Władzi? – Lecz Prefekt odnosił się z dużą rezerwą do całej sprawy. Mimo różnych przykrości, które spotykały Władzię, pozostała ona w codziennym życiu skromną, nadzwyczaj pokorną i pełną życzliwości dziewczynką. Rozmodlona z głębi serca, mobilizowała ludzi do wspólnej modlitwy, wzbudzając podziw – skąd ta młoda dziewczyna, tak własnymi, prostymi słowami umie prosić Matkę Bożą o opiekę i ratunek dla żywych i zmarłych. Kilka razy byłam obecna kiedy w czasie wspólnej modlitwy Władzia miała widzenie. Klęczała ona w mieszkaniu na parapecie otwartego okna lub przed figurką Matki Bożej. Miała wyciągnięte przed siebie ręce, w których trzymała różaniec. W czasie widzenia była jakby oderwana od życia ziemskiego, zapatrzona przed siebie, pełna powagi i głębokiego skupienia. Głęboką ciszę przerywały słowa modlitwy, którymi wielbiła Bożą Matkę. Niejednokrotnie w czasie widzenia powtarzała głośno życzenia Matki Bożej nawołujące do modlitwy i szczerej pokuty dla uproszenia miłosierdzia Bożego. Miejsce to zaczęło przyciągać coraz więcej ludzi, łącząc ich we wspólnej modlitwie.
Teren, na którym się zbierano był bardzo niebezpieczny, gdyż w najbliższym sąsiedztwie była jednostka wojsk niemieckich i bardzo w tym rejonie przestrzegana godzina policyjna – wiemy dobrze czym każde takie zgromadzenie groziło. Ludzie nie zwracali jednak na nic uwagi, tylko podążali na wspólną modlitwę, przeplataną cichym błagalnym śpiewem:

„Skryj nas pod swój płaszcz,
nie daj nas karać,
nie daj nam Maryjo
na wieki zaginąć … ”

Matka Najświętsza jakby okrywała swoim płaszczem wszystkich tu się modlących – trzymających w dłoniach zapalone świece i obchodzących na kolanach wiśnię – przed represjami jakie mogły nastąpić ze strony okupanta.
Nadszedł rok 1944, a w nim wybuch powstania warszawskiego i wielka tragedia mieszkańców tego miasta. Los rzucił każdego w inną stronę. Dom, w którym mieszkała Władzia został spalony, tak jak inne domy w tej dzielnicy. W związku z tym zmieniła ona miejsce zamieszkania, ale często podążała do maleńkiej kapliczki w miejscu objawienia, aby wspólnie z garstką wiernych uwielbiać Bożą Matkę słowami pieśni „Królowej Anielskiej śpiewajmy…”. Miejsce to jest uprzywilejowane w otrzymywanie łask Bożych za pośrednictwem Matki Niepokalanej bez grzechu poczętej, o czym świadczyć mogą zanoszone tu od 40 lat modlitwy, dziękczynienia, powroty ludzi, których życie sprowadziło na drogi grzechu oraz widoczne na obecnym ołtarzu ofiarowane vota. Wielu wydarzeń z tamtych lat już nie pamiętam (lub przez swoją nieudolność nie potrafię odtworzyć) tak jak: – daty ostatniego objawienia Matki Bożej – czasu objawień Pana Jezusa, jak również dokładnej, pełnej treści życzeń Matki Bożej, przekazywanych przez usta Władzi. I po prostu za wiele lat dzieli mnie od tej chwili i ze względu na mój wiek dziecięcy w tym czasie. To, co utrwaliło się w mojej pamięci starałam się opisać jak najdokładniej.

Malinowska Zofia
Warszawa, dn. 1.03.1983 r.


Rosa Maria:

Świadectwo 9
Znałam Władzię, bo była moją rówieśniczką. Chodziłyśmy do jednej klasy. Kiedy rozeszła się wieść, że Władzi pokazuje się Matka Boska, to pobiegłam z koleżankami do jej domu. Mieszkała na pierwszym piętrze. Widziałam Władzię rozmodloną. Klęczała na parapecie i ten moment do dziś dobrze pamiętam. Doznałam wtedy uczucia jakiegoś ogromnego lęku pewnie dlatego, że działo się coś dla mnie niezrozumiałego. Kilka razy w maju byłam na tych wspólnych modlitwach. Zwykle tak było, że Władzia modliła się, modliła i my z nią i w pewnym momencie wpadała jakby w odrętwienie, nie reagowała na nic. Woleliśmy na nią, ale ona jakby nie słyszała. Sama szczypałam ją, a ona nic tylko modli się. Czekaliśmy co ona powie, co Matka Najświętsza jej powie. Ja od dziecka kochałam nabożeństwa majowe i lubiłam modlić się, dlatego rodzice nie zabraniali mi chodzić do Władzi. Sami nie chodzili, nie mieli czasu, bo pracowali. – W pewnym objawieniu Matka Boża widocznie zażądała, aby pokryć kapliczkę blachą (opowiadał mi ten fakt mój obecny teść, który był blacharzem). Kiedy zwrócono się do niego w tej sprawie miał odpowiedzieć: „Niech Matka Boża cieszy się, jeśli będzie miała pokryte papą”. W miesiącu maju na Siekierkach w tamtych latach wieczorem z każdej strony rozbrzmiewał śpiew litanii i nasłuchiwało się, skąd głośniej słychać. Ludzie gromadzili się na nabożeństwa majowe przy krzyżach przydrożnych. Na wieść o widzeniach ludzie całymi gromadami szli pod wiśnię mimo, że niedaleko stało wojsko niemieckie. W tym czasie szkoła nasza była przeniesiona na ulicę Gościniec, blisko kapliczki, ponieważ szkołę zajęło gestapo. Jestem święcie przekonana, że Władzia widziała Matkę Boską i że w tym wszystkim była jakaś wyższa siła, że to jest człowiek wybrany, że ona tak ładnie się modli, że jest taka rozmodlona. Ja i dziś mam dla niej podziw, gdy ją czasem widzę w Czerniakowie.

Warszawa – Siekierki, maj 1982 r.

Rosa Maria Warszawa, ul. Gąsocińska
/-/Własnoręczny podpis/


Franciszka Szastak

Świadectwo 10
Znałem Władzię Frączak i byłam obecna przy wielu widzeniach przez nią Matki Boskiej, które ukazywała jej się na wiśni w latach 1943 – 1944. Mieszkałam z Władzią po sąsiedzku, miałam wtedy 14 lat i często z gromadą jeszcze innych dzieci bawiliśmy się razem. Jak to dzieci, odbieraliśmy to ze zmiennymi odczuciami. Modliliśmy się z nią wspólnie wpatrzeni w drzewko, żeby też coś dostrzec, niestety, nie widzieliśmy nic. Innym razem zarzucaliśmy jej, że kłamie i dokuczaliśmy przez szczypanie, kłucie szpilką w trakcie widzenia, aby przekonać się jaka będzie jej reakcja. Władzia zachowywała się tak, jakby nic nie czuła i po skończonym widzeniu również nie miała do nas żalu. Podczas jednego widzenia, gdzie była nas gromadka dzieci, Władzia powiedziała, abyśmy się do niej przybliżyli, bo Matka Boska sypie na nas perły. Pamiętam, po kolejnym innym widzeniu Władzia powiedziała, że dziś Matka Boska była bardzo smutna i powiedziała, że wkrótce przejdzie tędy taka burza, wszystko będzie zniszczone i popłynie krew. Patrząc na to z perspektywy lat nie sądzę, aby Władzia mogła kłamać lub żeby ktoś ją do tego inspirował.

Warszawa, ul. Wysockiego, dn. 17. 05. 1982 r.

/-/ F. Szastak


Wardecka Katarzyna

Świadectwo 11
W roku 1943, gdy miałam 19 lat dowiedziałam się któregoś dnia, że na Siekierkach 7 – letnie dziewczynka miała objawienie. Ukazała się jej Matka Boska. Poszłam z rodzicami, gdy weszłam do mieszkania, które mieściło się na facjacie ujrzałam dziewczynkę, klęcząca w oknie. Dziewczynka wołała – Matko Najświętsza, już zeszłaś do mnie, jaka Ty jesteś piękna, jaką masz piękną suknię. Obok okna stała komoda, na której leżała serwetka haftowana w krzyże, a obok był zrobiony mały ołtarzyk. W pewnym momencie dziecko wybiegło do ogrodu, gdy wróciła trzymała w dłoniach 3 róże. Upinając róże na ołtarzyku mówiła, że róże te oznaczają Trójcę Przenajświętszą. Dziewczynka w pewnym momencie oznajmiła, że następnego dnia Matka Boża ponownie zjawi się u niej. Następnego dnia udała się ponownie do tego domu. Dziewczynka wydawała się niespokojna. W pewnym momencie dziewczynka zbliżając się do okna mówiła – Już jesteś Mateńko – W tej chwili dziecko wydawało się jak w letargu. W ręku trzymała różaniec i przechylona przez okno głośno się modliła. W domu tym byłam kilka razy. Zawsze podczas mojego pobytu tam modliliśmy się i głośno śpiewaliśmy pieśni. Dziecko śpiewało razem z nami. Właśnie tam nauczyłam się śpiewać pieśni. Któregoś wieczoru śpiewaliśmy głośno pieśni. W tym czasie obowiązywała cisza i zakaz palenia światła. Na pobliskich fortach stacjonowali niemieccy żołnierze, którzy przeprowadzali ćwiczenia. Dziwnym trafem nie dostrzegli palącego się światła, ani nie słyszeli głośnego śpiewu. W czasie objawień dziecko przez cały czas prowadziło rozmowę. Z rozmowy tej wynikało, że dziecko rozmawia z Matką Boską, bo często mówiło – jesteś ze mną Mateńko. Mówiła jak jest ubrana, ostrzegała, że obok Matki Boskiej, znajduje się jakaś brzydka osoba. Przez cały czas dziecko nie interesowało się nikim i niczym, wpatrzona była cały czas w rosnącą na dworze wiśnię. Na powtórnych objawieniach zaczęły przychodzić grupy kobiet, które twierdziły, że przez nich przemawiają różni święci. Któregoś dnia, gdy dziecko wraz z nami czekało nie objawienie się Matki Boskiej. Matka Boska już się nie ukazała. Dziecko mimo tego nie przestało się modlić. Klęcząc w oknie mówiła – Dlaczego Matko do mnie nie przyszłaś? Wraz z dzieckiem, mimo zakazów modliliśmy się i śpiewaliśmy do rana. Dziewczynka przez następne dni modliła się i wzywała Matkę Boską, ale już nigdy Matka Boska jej się nie ukazała. To wszystko, co wiem i pamiętam z tamtego czasu.

Warszawa ul. Korzenna, 10. 06. 1982 r.

Wardecka Katarzyna
/ podpis własnoręczny /


Jan Ostrowski

Świadectwo 12
Ja, niżej podpisany, Jan Ostrowski zamieszkały w Warszawie przy ul. Gościniec, oświadczam, że wiosną 1943 roku byłem świadkiem niecodziennych, nieprawdopodobnych i wówczas zupełnie dla mnie niezrozumiałych zdarzeń. – Mieszkałem w domu, w którym mieszkam i teraz. Naprzeciwko mojego domu żyła rodzina z 10 może 11 letnią córeczką Władzią. Dalej było pole, na którym rosła wiśnia. Piszę o drzewie tym, ponieważ będzie ono odgrywać w dalszej części mojej relacji zasadniczą rolę. Tak jak pisałem już wcześniej, była wiosna. Drzewa zakwitły, wiśnia pokryła się śnieżnobiałym kwieciem. I w jeden z takich słonecznych dni wiosennych po raz pierwszy zauważyłem dziwne zachowanie się mojej małej sąsiadki Władzi. Dziecko wyglądało przez okno i nagle patrząc w stronę wiśni zaczęło wołać: „Matuchno moja! Matuchno!” Reakcja i zapatrzenie dziewczynki sugerowały, że widzi ona kogoś pod drzewem. Ja jednak nic nie widziałem. Później powtarzało się to dość często, czasem nawet dwa razy w tygodniu. Władzia biegła pod drzewo, klękała, rozkładała ręce, padała krzyżem i zawsze powtarzała: „Matuchno moja! Matuchno!” Zaciekawiony i jednocześnie zaniepokojony zachowaniem dziewczynki, podchodziłem do niej i z przerażeniem stwierdzałem, że po początkowej fazie euforii radości jakby rozmowy z widzianą przez siebie postacią, zapadała ona w całkowite odrętwienie, wyglądała jak martwa, nie reagowała zupełnie nie nic. Po pewnym czasie przychodziła do siebie, „wracała do życia”. Pytałem wówczas, co widziała, co jej się stało? Odpowiadała, że widziała Matkę Boską. Potrafiła ze szczegółami opowiadać jak Matka Boska wyglądała, jak była ubrana, co mówiła. Często powtarzała, że Matka Boska kazała się modlić. Dlatego też przychodziła pod drzewo, śpiewała pieśni, modliła się. Sam dziwiłem się, że taka mała dziewczynka potrafi tak się modlić. Myślałem sobie wówczas, że może jest ona chora. Nie mogłem uwierzyć, że rzeczywiście widzi Matkę Boską. Z czasem jednak obserwując prawidłowy rozwój dziecka, a także nie dostrzegając żadnych objawów choroby, powoli zacząłem wierzyć w prawdziwość jej opowieści. Zastanawiające jest również i to, że gdy wybudowano na tym miejscu maleńką kapliczkę, a było to przecież jeszcze w czasie wojny i ludzie gromadzili się na nabożeństwach majowych modląc się i śpiewając pieśni, Niemcy nigdy nie interweniowali. Nie pamiętam, żeby choć jeden raz patrol niemiecki zainteresował się, bądź co bądź zgromadzeniem ludzi, jakie często można było ujrzeć wokół maleńkiej kapliczki.

/-/ Ostrowski Jan
ul. Gościniec Warszawa Maj 1982 r.


Zofia Kowalska (Kora)

Świadectwo 13

Siekierki

W roku 1968 w Warszawie w Klubie Inteligencji Katolickiej zeszła rozmowa o objawieniach prywatnych. Obecny wówczas na zebraniu ksiądz marianin zrobił krótki przegląd historycznych Objawień Matki Bożej, zaczynając od „Cudownego Medalika.” w roku 1830, a kończąc na pełnym wyjaśnieniu jego tajemniczej symboliki w Fatimie, której objawiania zostały zatwierdzone dokładnie w setną rocznicę pierwszych objawień, mianowicie w roku l930. Całkiem naturalnie padło wtedy pytanie: A co sądzić objawieniu się Matki Bożej w Warszawie na Siekierkach w roku 1943? Ponieważ ksiądz ten do roku 1955 przebywał zagranicą, okazało się, że nic dotychczas o tym objawieniu nie słyszał. Ponieważ wyraził chęć zapoznania się z tym wydarzeniem, wskazano Mu mnie, za autentycznego świadka, gdyż wówczas mieszkałam w Warszawie i byłam na gorąco informowana o tym wszystkim, co się tam wtedy działo. Niezwykle ciężka sytuacja miasta skazanego wówczas na zagładę miała również tę dobrą stronę, że nikt z polityków nie wtrącał się wtedy do spraw wiary ludu warszawskiego. A była to wiara tak potężna, że po prostu wymagała cudu, bo sama była cudem moralnym, który ratował wierzących nie tylko od rozpaczy, ale i od buntu przeciwko Opatrzności. Zaproponowałam więc owemu księdzu wspólne odwiedziny jasnowidzącej, której się wówczas okazywała Matka Boża, a której adres obecnie posiadałam. Wybraliśmy się, więc pewnego dnia na Siekierki. Po drodze opowiadałam w głównych zarysach to, co pamiętałam jeszcze z owych czasów, a więc że było to 3 maja 1943 roku. 12 letnie dziewczynka Władzia uklękła wieczorem przy oknie do modlitwy. Rzecz się działa na osiedlu Siekierki w obrębie wielkiej Warszawy, gdzie ludzie mieszkali w małych domkach jednorodzinnych z ogrodami. Władzia chciała szczególnie polecić opiece Matki Bożej małego chłopca Żyda, ukrywanego przez sąsiadkę i innego chłopca rówieśnika prześladowanego przez kolegów z powodu niedorozwoju umysłowego. Wtedy to zobaczyła na kwitnącej, w pewnej odległości od domu, wiśni świetlaną postać kobiecą „jakby z reflektorów”, według wyrażenia Władzi. Twarzy nie było widać z powodu opuszczonego welonu, który Ją zasłaniał. Zjawisko trwało kilka minut, potem znikło. Dziewczynka opowiedziała wszystko matce i była w tak odświętnym i podniosłym nastroju, że prosiła nazajutrz o nakrycie stołu białym obrusem, ponieważ spodziewała się, że zjawisko znowu się ukaże. Nadzieja ta jednak zawiodła. Zjawisko się nie powtórzyło. Dopiero po kilku dniach, gdy znowu zbliżyła się do okna, zobaczyła, jak sama to określa, „jakby zaporę ze światła między domem a wiśnią, a na tej zaporze żywą postać kobiecą, w białej sukni z niebieską opaską, jasnymi, pięknymi włosami”. Na opasce był napis: „Śpiewajcie i módlcie się do Mnie tu”.

Potem miały miejsce kolejne widzenie, które następowały co parę dni. W jednym z nich Postać miała z boku u swych stóp obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Kiedyś znów Władzia widziała za Postacią małego człowieka z brodą, który siedział po turecku i wyjmował ze szkatułki najróżnorodniejsze przedmioty i świecidełka, jakby chciał odwrócić jej uwagę od Postaci. W czasie jednego z widzeń Postać ukazująca się podyktowała jej litanię do Matki Bożej, oczywiście nową. W trakcie tego opowiadania przyjechaliśmy na „Sadybę” jak się nazywa osiedle bezpośrednio przylegające do Siekierek, mniej więcej w pół drogi z Warszawy do Wilanowa. Dojeżdża się tramwajem, chociaż na Siekierki można dojechać tylko autobusem. Znając drogę poprowadziłam dalej pieszo swojego towarzysza. Do domu Władzi przyszliśmy około godziny l6-ej. Przyjęła nas z powagą i grzecznością tylko jej właściwą, w której wszakże nie było żadnej sztuczności ani skrępowania, lecz wszystko było naturalne. Szybko wyprawiła dzieci, kogo się dało z domu, kogo do odrabiania lekcji w innym pokoju. Nie chciała nic mówić przy dzieciach. Mój towarzysz poprosił mnie o zapisywanie Jej zeznań, chcąc mieć uwagę mniej skrępowaną i lepszą możność obserwowania wizjonerki. Widać było, że mimo właściwej księżom ostrożności w tych sprawach, zaczyna ulegać urokowi jej osobowości. Wszystko to robiło dobre wrażenie zaczynają od idealnego porządku w domu, do skromności w ubiorze, we włosach zaplecionych w warkocze i ładnie, choć bezpretensjonalnie upiętych, w młodym zdrowym wyglądzie jej twarzy do złudzenia przypominającym Bernadettę Soubirous według najbardziej rozpowszechnionej podobizny tej świętej, tak że rozmawiając z nią, mieliśmy wrażenie, że rozmawiamy z Bernadettą. Nie wyglądała wcale na matkę czworga dzieci już w wieku szkolnym, lecz co najmniej o 10 lat młodziej. (….).

A oto co zdążyłam zapisać z jej relacji, którą zaczęła od danych biograficznych. „Nazywam się Władysława Papis z domu Fronczak. Urodziłam się 13 sierpnia 1930 roku” i teraz przeszła do interesującego nas tematu. Był 3 maj, 1943 roku. Byłam w mieszkaniu na poddaszu drewnianego domu o godz. 9 wieczorem. Przy krzyżach w tym czasie odprawiały się nabożeństwa majowe. Tego dnia 3 maja nie znałam jeszcze święta Matki Bożej Królowej Polski, a tylko święto Konstytucji 3-go Maja. Byłam pod wrażeniem ostatnich wydarzeń. Kierownika szkoły rozstrzelali Niemcy. Paliło się getto. Przyszedł mi na myśl mały Żydek ukrywany przez sąsiadkę oraz mój rówieśnik prześladowany przez kolegów. Szykowałam się już do snu, więc dodałam do moich pacierzy wieczornych Zdrowaś Maryjo w intencji tych dwóch chłopców i wtedy na drzewie najbliżej naszego domu zobaczyłam Postać, coś świetlistego, co stało na drzewie. Twarz zakryta srebrzystym welonem, niebieska szarfa, biały różaniec na ręku. Zaskoczona, otworzyłam lufcik, zaczęłam przecierać oczy. Nie wiedziałam jak się mam zachować. Zaczęłam się modlić w intencjach ogólnych za cały świat, Matka Boża nadal stoi. Jest coś, na co Ona czeka. I o co ja się nie modliłam! Za siebie, za wujka, Matka Boża wciąż czeka. „Weź go do nieba”. Kiedy to powiedziałam, poruszyła się trzy razy i zniknęła. Poczułam się jak ktoś, kto stracił coś najbardziej drogiego. Czułam się jednak szczęśliwą. Na drugi dzień poprosiłam by mi stół nakryto białym obrusem. Dopiero piątego, wróciłam od krzyża z nabożeństwa majowego, uklękłam przy łóżku, zaczęłam mówić pacierz. Była godzina l0-ta. Ogarnął mnie straszny lęk, żeby nie podejść do okna, ale łudzę się nadzieją, że może dzisiaj przyjdzie Matka Boża. Nie mając wciąż odwagi podeszłam jednak i kiedy miałam zamiar mówić 3 Zdrowaś Maryjo za drugim razem zobaczyłam zasłonę ze światła, a na niej Postać kobiecą. Matka Boża miała z jakieś 16 lat i była tak samo ubrana”. W nocy 7 maja ujrzałam znów i Matkę Bożą, a obok zobaczyłam człowieka. Siedział po turecku, a w ręku trzymał garnek – nie garnek, z którego wyjmował jakieś świecidełka, abym ja nie patrzyła na Matkę Bożą, z boku jakby siwe długie włosy, jaskrawo ubrany. Trwało to chyba 15 minut. Matka była tym zrozpaczona, że pójdę do Tworek (duży szpital psychiatryczny pod Warszawą). Poszła do szkoły. Nauczyciel miał znajomego profesora – Barleya, Nowy Zjazd 5. Zbadał mnie za darmo trzy razy. Powiedział, że jestem zupełnie zdrowa. Ksiądz Szmidt, mój prefekt szkolny z parafii św. Kazimierza, odnosił się z niedowierzaniem do tego wszystkiego i w tym kierunku wpływał na moich rodziców, którzy byli niezadowoleni ze zbiegowiska, jakie się utworzyło. Ludzie ciągle nachodzili nas tak, że obiadu nie można było ugotować. Więc chcieli to za wszelką cenę zlikwidować. Ponieważ widzenie ukazywało się teraz w południe, matka wysłała mnie z domu, żeby ludzie sobie poszli. Jak wróciłam o 3 to Matka Boża przychodziła o 3. Mama postanowiła zająć mnie jakąś pracą. Pewnego dnia urządziła pranie, ale potem wysłała mnie z domu po fartuszek, suszący się na drutach. Naraz zawołała to zrozpaczona: „Władzia znów klęczy”, „Obok Matki Bożej widziałam różne naczynia kościelne, jakby modele, kapliczka, kościół z jedną wieżą, klasztor, obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. „Raz była wstążka z jasności, a na niej zjawiły się napisy: „ Śpiewajcie i módlcie się do Mnie tu”. „Teraz postawcie krzyż albo kaplicę”. „Idź do księdza szkolnego, aby pozwolił postawić krzyż albo kaplicę”. Kiedy Matka Boska przemówiła? Daty nie pamiętam. Głos Matki Bożej jak mówi to jest inny jak nasz. Jakby się słyszało całą osobą. Człowiek przyjmuje całą duszą, albo całym rozumem, przenikającym całego człowieka. Na pytanie, co mówiła Matka Boża? Władzia przypomina sobie następujące słowa: „Będę chodziła po ziemi, będę odwiedzała wsie i miasta, będę pukała do drzwi waszych”. W maju: „Idzie na was wielka kara, ciężki krzyż, nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo mój lud nie nawraca się”. Pytano o koniec wojny. Zobaczyłam cyfry 1945 oraz posłyszałam: „Jak się lud nawróci”. Klękaj trzy godziny dziennie”.

Po pewnym czasie sprawa zaczęła się wikłać. Oto jak ją przedstawia Władzia: „Po jakimś czasie z Warszawy zaczęli przychodzić ludzie, którzy podawali się za Grono Matki Bożej. Pani Kuczewska, też mieli widzenia. Kuczewska jak martwa padała. Przemawiali przez nią święci. Za nich nie mogę brać żadnej odpowiedzialności.

Ludzie modlili się po domach prywatnych, odprawiali noce wynagradzające, pokutne. Dwa razy takie noce były na żądanie Matki Bożej. Ja nie umiałam różańca. Dotychczas widzenia odbywały się na dworze. W lecie zobaczyłam Matkę Bożą w mieszkaniu. Matka Boża kazała mi pisać. Było przy tym obecnych paru osobach. Dałam ołówek koleżance z mojej klasy, aby ona pisała. Nie mogła. Wzięłam ołówek, było to dyktando Matki Bożej”. Zdaje się, że chodzi tu o litanię, ponieważ nie ma innych większych rzeczy podyktowanych przez Matkę Bożą.

Na pytanie księdza, czy nie otrzymała jakiej osobistej tajemnicy? Jasnowidząca odpowiada: „Czy otrzymałam osobistą tajemnicę? Z początku: „Wstąp do Zakonu Świętego Ludwika”. Czy jest w ogóle zakon Świętego Ludwika? Zapytuję z kolei księdza. Ksiądz przypomina świętego Ludwika Grignon de Monfort. Być może chodziło o Jego doskonałe nabożeństwo i akt oddanie się Matce Bożej w niewolę. Teraz Władzia przypomina rozmowę z Matką Bożą, analogiczną do rozmowy podczas zjawiania się w Beauraing: „Kochasz Mego Syna? – Tak – A Mnie kochasz ? – Kocham – To poświęć Mi się. To poświęć Mi się” interpretowane przez teologów jako poświęcenie według formuły świętego Ludwika złożyło się na powstanie Ośrodka Grignonowskiego. Szkoda, że mój towarzysz nie zapytał, czy Władzia wówczas wiedziała o objawieniach w Beauraing? Ale też i mnie nie przyszło wtedy do głowy zapytać ją o to. Nie mieliśmy już czasu na długą rozmowę, Więc Władzia opowiedziała jeszcze o widzeniu Pana Jezusa.

„15 września 1949 roku widziałam ostatni raz Pana Jezusa. Tak powiedział: Zbliża się czas, albowiem świat zaginie. Krzyżują Mnie wszyscy, którzy Mnie znieważają. Brońcie mnie, albowiem Ja was kiedyś obronię. Odchodzę od was, a wy proście Matkę moją, bo Ona was teraz słucha”.

„Pierwszy raz widziałam Pana Jezusa na tej wiśni w białej szacie, przepasanej białym sznurem. Ręce wyciągnięte do ludzi. Na piersiach w promieniach Serce Jezusowe. Ostatni raz Pan Jezus przemówił do niej z obrazu w kaplicy, zapewniając, że to co widziała i słyszała było prawdą, ponieważ była pogrążona w ciemnościach i niedowierzała sobie.

Ludzie rozpoczęli natychmiast starania o budowę kościoła na miejscu objawień. Szczególną gorliwość w tej sprawie przejawiał stary Pan Pisaniec, cieszący się powszechnym szacunkiem. Przychodził on na miejsce objawień, był obecny w czasie widzeń, sprowadzał ludzi wykształconych, przemawiał do księdza Biskupa Modzelewskiego podczas Jego wizytacji w roku 1958 lub 1959. W dwóch przemówieniach opowiedział mu wszystko. Wkrótce potem umarł, jak gdyby żył jedynie po to, żeby dać świadectwo wobec Władz Kościelnych o całej tej historii. Ksiądz Biskup obiecał, że władze kościelne zajmą się tą sprawą.

Niestety, dotychczas się nie zajęły. Po rozmowie z Władzią poszliśmy do Księdza Biskupa Modzelewskiego. Pytaliśmy się go, czy Władze Kościelne zajęły jakie stanowisko wobec całej tej sprawy? Otrzymaliśmy odpowiedź negatywną. Nikt z przedstawicieli Kościoła dotychczas tą sprawą się nie zainteresował.
Opiekę nad Władzią roztoczyli jedynie OO. Bernardyni, do których parafii na Sadybie ona obecnie należy. Jest ona członkiem Trzeciego Zakonu świętego Franciszka i pełni obowiązki mistrzyni nowicjatu.

Niektórzy byli zgorszeni tym, że wyszła za mąż tak, że miała ona pewne skrupuły, ale nie kompleksy, na tym tle. Zapytana o to, co zdecydowało o jej zamążpójściu, odpowiedziała, że jedynie wola rodziców, której nie chciała się sprzeciwić, widząc ich rozumną troskę o nią, ponieważ chcieli wykorzystać pomyślną okazję, wydając ją za znanego im od dzieciństwa kolegę Władzi. Na pytanie czy czuje się szczęśliwa w małżeństwie? odpowiedziała twierdząco, lecz bez entuzjazmu. Wyczuwało się, że oddziałała na nią opinia publiczna, która oczekiwała od niej gestu jakiejś większej ofiarności z życia osobistego. Skłoniło to księdza, mojego towarzysza do wypowiedzenia kilku pocieszających myśli na temat wielkiej godności i świętości życia rodzinnego, za które była wyraźnie wdzięczna.

Na miejscu objawień ludzie zbudowali ładną kapliczkę, zaopatrzoną we wszystko, co tylko może być potrzebne do odprawiania nabożeństw, zwłaszcza Mszy św. Kiedy jednak zaczęli robić starania o jej otwarcie w Radzie Narodowej, zapytano ich, jak jest Kościół do tego ustosunkowany?

I na tym cała sprawa utknęła. Odwiedziliśmy tę kapliczkę, która jest w bardzo dobrym stanie, ładnie utrzymana, na miejscu solidnie ogrodzonym i zamkniętym, do którego klucz znajduje się u osoby obdarzonej powszechnym zaufaniem i znanej jedynie wtajemniczonym w historię tego prawdziwego Sanktuarium Maryjnego, które czeka tylko na zbadanie i poświęcenie go przez Kościół.

Świadectwo 1

Dziękuję Ci Matuchno Święta za to, że byłaś tu osobiście w latach 1943-49, a teraz jesteś na stałe. Dziękuję, że wysłuchujesz naszych próśb. Bardzo Cię proszę, Ukochana Mateńko o nawrócenie Moje, mojej rodziny i Mojej Ojczyzny POLSKI. Spójrz łaskawym okiem i prowadź do SYNA TWEGO.
Sabina
(29 czerwca 2002 r., Św. Piotra i Pawła)


Świadectwo 2

Kochana Matuchno,
Przybyliśmy do Ciebie, aby podziękować Ci za Twą opiekę nad nami, nad Warszawą i nad naszą umiłowaną Ojczyzną. Dziękuję Ci szczególnie za to, że uratowałaś znów Warszawę od powodzi, gdy fala kulminacyjna zbliżyła się w dniu 31 lipca 2001 r., za to, że jak Najlepsza Matka czuwałaś i czuwasz, aby nic złego nie stało się Twoim dzieciom. Przyszliśmy dziś dziękować nie tylko, ale i prosić o dalszą opiekę nad nami, nad naszymi rodzinami, Warszawą i Polską, a szczególnie o uzdrowienie cielesne i duchowe naszej córki Małgorzaty, o zdrowie dla niej i pomoc w wychowywaniu jej syna Kubusia, proszą Ciebie o to rodzice,
Edward i Krystyna z Saskiej Kępy.
(15 sierpnia 2001 r.)


Świadectwo 3

Matko Siekierkowska
Tutaj uzdrowiłaś mnie z przewlekłej choroby żołądka oraz bólu kręgosłupa, za co niegodna składam Ci dzięki i proszę o dalszą opiekę i łaski, o uzdrowienia w mojej rodzinie.
Niegodna Hanna K.
(wrzesień 2001 r.)


Świadectwo 4

Pani Siekierkowska i moja ukochana Matko. Dla większej chwały i czci Twojej, z sercem przepełnionym wdzięcznością pragnę złożyć świadectwo, które pokazuje Twoją niewypowiedzianą dobroć.
Otóż na nocne czuwanie w dniu 21 IV b.r. tj., przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego nie wybierałam się, ponieważ moje dolegliwości nie pozwalały mi nawet myśleć o radości ducha. Ale dwie znajome, nie wiedząc o sobie, zachęcały mnie do tego czuwania. Pomyślałam, że to może Ty, ukochana Matko moja uważasz, że powinnam na to czuwanie przyjść. Z tą myślą, wbrew ludzkiej logice powiedziałam – tak i zwyczajowo w domu, z wysiłkiem napisałam do Ciebie prośbę między innymi o zdrowie i siły dla mnie.
Do pisania usiadłam chora, a wstałam zdrowa, że zapomniałam, iż byłam chora. Twemu wstawiennictwu zawdzięczam również laski Miłosierdzia Bożego od Ojca, Syna i Ducha Św. Królowo Siekierek, Maryjo, niech będzie Bóg uwielbiony w Twoim Niepokalanym Sercu.

Matko Najświętsza bardzo Ciebie kocham.
Twoja czcicielka – Maria L., Warszawa

(21 października 2001 r.)


Świadectwo 5

Wielkie Bóg zapłać za piękną noc modlitwy za grupa 40-osób z Kielc,
Niegodna czcicielka Matki Bożej,
Krystyna
(21/22 października 2001 r.)


Świadectwo 6

Jezu, Ufam Tobie!
Razem ze Św. Faustyną prowadzeni przez Pana Jezusa doszliśmy z pielgrzymką (od 11.00) o 16.05.
Króluj w nas Chryste zawsze i wszędzie i bądź naszym Królem. Amen.
(podpis mało czytelny)
(28 marca 2002 r.)


Świadectwo 7

Dlaczego tu przybyłem?
Nie byłem już tu od kilku miesięcy, może dwóch, trzech. Dowiedziałem się z tablicy ogłoszeń, że 3 maja w tym sanktuarium księży Pijarów odbędzie się uroczystość odpustowa. W jaki sposób zostałem powiadomiony, żeby odebrać taki rozkaz publiczny (meldunek). Szedłem przez park, w kierunku wiaduktu na Solcu. Dochodzę do przystanku, bo nadjeżdża jakiś autobus. – Pierwsza myśl: jedź tym autobusem dokąd cię zawiezie. Czytam następnie – Siekierki. Nie byłem tam dawno, więc co szkodzi odwiedzić te stare znane mi miejsca, a nadto rozkwitające wiśnie. Jedź na Siekierki, to właśnie myśl druga – ale po co? – Odbierz polecenie lub rozkaz (meldunek). Odebrałem, tak jest.
Ks. Tadeusz. G.
(24 kwietnia 2002 r.)


Świadectwo 8
(świadectwo nadesłane)

Szczecin

Szczęść Boże.
W imieniu własnym i męża pragnę na pierwszym miejscu złożyć Mateńce Bożej ogromne podziękowania za opiekę i doznane łaski, za te wszystkie lata od chwili narodzin do dnia dzisiejszego, że nasz syn Paweł urodzony w 30-tym tygodniu ciąży z ogromnym zagrożeniem życia, tak stwierdzane przez lekarzy, że objawy wcześniactwa i dwukrotny półgodzinny bezdech nie rokują nadziei na przeżycie noworodka. Nie poddawaliśmy się i oboje z mężem oddaliśmy synka w opiekę Mateńki Bożej z ogromną wiarą i nadzieją. Modliliśmy się gorąco, a sam Bóg tak zorganizował, że z chwil beznadziejnych dla lekarzy, nabierał siły, zaczął sam oddychać i tak z dnia na dzień było lepiej. Dzisiaj ma już 16 lat i cieszy się dobrym zdrowiem. Jest za co Mateńce i Panu Bogu dziękować. Pragniemy zawierzyć syna na dalszą drogę jego życia pod opiekę Mateńki Bożej Nauczycielki i Opiekunki młodzieży, by zawsze była drogowskazem, aby jego życie trwało w posłuszeństwie Ducha Św. Prosimy o wstawiennictwo u Mateńki w tym szczególnym czasie dla młodzieży w dniu 14 i 15 maja kiedy zdają egzaminy gimnazjalne. Mateńko – Patronko Młodzieży dopomóż Pawłowi w wyborze odpowiedniej dla niego szkoły. Pokieruj go Swą matczyną dłonią i zagość w jego sercu. Dodaj odwagi i pewności oraz wiary Ducha Św.
Serdeczne Bóg zapłać składają na czcigodne ręce całemu zakonowi zatroskani rodzice Wanda i Lech ze Szczecina.
Szczęść Boże. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
(1 maja 2005)


Świadectwo 9

Mateńko Ukochana przybyłam tu, aby oddać Ci należną cześć (może zbyt późno), za wszystkie łaski otrzymane podziękować i prosić o dalszą opiekę w intencjach złożonych tu w październiku ubiegłego roku. Ratuj, wspieraj i prowadź szczęśliwie do Twojego Syna i do osiągnięcia ostatecznego celu. Czasami wydaje mi się, że to wszystko, co otrzymuję jest mnie niegodne. Kocham Cię Maryjo.
Barbara
(3 maja 2002 r.)


Świadectwo 10

Dziękuję Ci Mateńko Siekierkowska za uratowanie syna Damiana, za udaną operację, spraw: żeby miał Danek zachowaną wątrobę, nerki, serce i nogę. Uzdrów syna mojego na ciele i duszy, obdarz go silną wiarą, miłością i nadzieją i jego rodzinkę, żonę Monikę i córkę Emmie,
Prosi matka stroskana i zapłakana i prosząca.
(11 maja 2002 r.)


Świadectwo 11

Dziękuję Ci Mateńko Boża za to, że mój syn ma córeczkę, o którą Cię bardzo prosiłam i proszę Ciebie Mateczko, ażeby ją wychowywali w wierze do Ciebie i ażeby ją ochrzcili, miej ich w swojej opiece.
Prosi Matka Krystyna.
(12 maja 2002 r.)


Świadectwo 12

Matko Boża Siekierkowska, proszę Cię dopomóż godnie przygotować się do Sakramentu Eucharystii mojemu wnukowi ciotecznemu Olkowi. Dziękuję Ci za opiekę nad naszą rodziną i moją chorą osobą. Przepraszam, że dopiero teraz tu dotarłam. Poleć mnie Swojemu Synowi Jezusowi,
Odtąd Twoja czcicielka,
Elżbieta
(15 maja 2002 r.)


Świadectwo 13

Dziękujemy Ci Matko za łaskę modlitwy u Twoich stóp.
Rodzina Szkaplerzna z Warszawy. Elżbieta Cegłowska, Zofia Wiśniewska, Izabella Dąbrowska, Janina Gołaś, Matylda Karpińska, Helena Prusinowska, K. Jaskółkowska, Zofia Musiał, Anna Moryc, J. Ryka.
(maj 2002 r.)


Świadectwo 14

Maryjo, gorąco z całego serca dziękujemy, że mogliśmy pielgrzymować z Katowic na to miejsce Twoich objawień. Uproś nam i naszej młodzieży, dzieciom, kapłanom, rodzinom i naszej Ojczyźnie potrzebne łaski uzdrowienia duchowego i fizycznego oraz wyzwolenia z nałogów naszych najbliższych. Szczęść Boże!
(4 czerwca 2002 r.)


Świadectwo 15

W podzięce Matce Bożej za narodziny dla mnie „Legionu Maryi”, tu mnie poproszono do wstąpienia i za ofiarę przyjętą obrazu „Miłosierdzia Bożego i Serca Pana” składam serdeczne podziękowanie składając jako wotum korale w postaci perełek czeskich dla mojej ukochanej Mamusi Niebieskiej. Dziękuję również za nieziemską wizję i inne okazane mi łaski potrzebne do uświęcenia. Proszę o łaskę szczęśliwej i zbawczą śmierć.
Niegodna Maria K.
W największej pokorze. Bogu niech będą dzięki.
(6 lipca 2002 r.)


Świadectwo 16

Droga Matko Boża proszę Cię o to, aby moja mama urodziła bliźniaków i żeby one były zdrowe i mama też. O zdrowie dla wszystkich z całego świata, nawet tych, którzy są źli i żeby się nawrócili, a jeżeli nie umieją, to żeby chociaż próbowali. A także, by mnie nie nawiedzały zaklęcia z Harrego Pottera, żebym potrafiła je czytać, nie potrafiła ich mówić, myśleć o nich i zapamiętywać. Dziękuję, że przebaczasz mi moje grzechy i proszę Cię, żebyś mi nadal przebaczała.
K. K. kl. III a
(maj 2002 r.)


Świadectwo 17

O jedno tylko proszę Cię Panie, miej zawsze w mym sercu mieszkanie.
Joasia
(wrzesień 2001 r.)


Świadectwo 18

Pozdrawiamy Cię Maryjo i Boże,
Ania i Paulina
(11 września 2001 r.)


Świadectwo 19

Matko Boża Cudowna,
Dziękuję, że przyjęłam Twojego Syna do mojego serca.
Julia C.
(11 września 2001 r.)


Świadectwo 20
God bless Poland,
Honolulu Hawaii,
Mark Christian
(13th October 2001)

Przy wyszukiwaniu informacji wystarczy wpisać słowo lub jego część.